Kategoria: Goa

Z dziennika Kasi

30/11/04 Colva

Garden Cottages

Mieliśmy mały problem ze znalezieniem hotelu o 23:30. taksówkarz wysadził nas na skrzyżowanku i dalej szliśmy już sami, po jakichś wertepach, piasku i trawie. Wąziutkimi ścieżkami krążyliśmy w ciemności, aż znaleźliśmy Garden Cottages. Anglik siedzący na tarasie okazał się bardzo pomocny - poszedł z nami do właściciela (kilkuminutowy spacerek), ale okazało się, że ten już ...

colva-iff2004

„I feel like shit” pasuje idealnie do mojego obecnego stanu...   Pół nocy spędziłam to nad wiadrem, to na kiblu. Z łóżka wybiegałam co parę minut... Straszna noc. Welcome to India. Gdyby nie Maciek, na pewno bym tu umarła. Ale nie umarłam. Po całodniowej diecie wodno-bananowej całkiem nieźle żyję. Siedzę teraz w najładniejszej chyba restauracji, jaką widziałam. Wiklinowe ...

2/12/04 Colva

colva-school-children

Dziś troszkę zmieniliśmy rytm dnia: rano poszliśmy na śniadanie do Williama, asekuracyjnie jeszcze tym razem po europejsku (K) i amerykańsku (M). Potem popluskaliśmy się w basenie i ruszyliśmy na poszukiwanie spodni/wisiorka/kąpielówek. Spodni nie znalazłam, więc zdecydowałam się na szyte na miarę. Jako wzór zostawiłam moje białe z dziurą na pupie. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. ...

palolem-road

Dziś wyprowadzka z Colvy. Jechaliśmy najpierw mocno rozklekotanym autobusem, który 5 km jechał prawie pół godziny. Potem dwie godziny walczyliśmy o bilet do Cochin na 6/7 grudnia. Mi nie udało się go kupić, znów Maciek okazał się mistrzem. Na 6 nie było szans nawet na waiting list. Kupiliśmy więc miejsce na waiting list na 7. ...

4/12/04 Palolem

palolem-rock-it-cafe

Wniosek ten sam. Cały dzień byczenia się w cudownej scenerii. Graliśmy w frisbie i spiekliśmy się jak raki. Kupiliśmy dwa koce, bo w nocy było bardzo zimno. Około 21 w Laughing Buddzie zaczęła się house-impreza. Takiej dyskoteki jeszcze nie widziałam: parkiet na drewnianych rusztowaniach, dookoła siedziska przy palących się ogniskach, i ogólnie loungowo-chilloutowa atmosfera. Młócka ...

goa-butterfly-island

Wstaliśmy rano i po szybkim śniadaniu ruszyliśmy łódką zobaczyć delfiny. Widzieliśmy ich całkiem sporo, tyle że daleko i nie chciały wysoko skakać, ale wynurzały się co jakiś czas i było je całkiem dobrze widać. Potem przypłynęliśmy na Butterfly Island. Maluśka plaża niemalże prywatna - oprócz nas jeszcze trzy osoby. Cisza, spokój, dzikie miejsce, ogromne motyle i ...

palolem-healer1

Rano wybraliśmy się do Canacona Station - chcieliśmy zarezerwować wszystkie bilety na dłuższe trasy już do końca wyjazdu. Jasne. Na stacji okazało się, że bilety na inne pociągi niż jadące trasą Mumbai-Cochin trzeba kupować w Margao. Do Sawantwadi, gdzie chcieliśmy kupić karty Ganjifa, też nie dotarliśmy: pociąg jeździ tylko w piątki... Wróciliśmy więc do Palolem ...

palolem-beach-restaurant-sunset

Dziś ostatnie śniadanie w Palolem. Zebraliśmy się, poszliśmy do agencji turystycznej odebrać bilet powrotny do Bombaju, i rikszą opuściliśmy boskie plaże. Po drodze widzieliśmy śmieciarkę: kilku Hindusów zbierało ustawione przy drodze wiklinowe kosze ze śmieciami, opróżniali je i zrzucali z góry puste. Ten, który widziałam, trafił z ciężarówki akurat w przechodzącego ulicą psa. Jedziemy do Margao ...

palolem-beach-restaurant-hit-by-tsunami

Rano wysiedliśmy w Londzie - straszna dziura! Na „dworcu” autobusowym chciałam kupić gazetę, żeby poczytać o wczorajszym trzęsieniu ziemi i tsunami (przez całą noc dostawaliśmy przestraszone smsy z Polski), ale nie było nic po angielsku. Autobus do Margao przyjechał tak pełny, że ciężko było do niego wejść. Trzy godziny spędzone w takim ścisku lekko nas ...

28/12/04 Palolem

tsunami-in-goa01

Plaża powraca do życia - restauracje się odbudowują, choć piasek ciągle mokry i twardy. Próbowaliśmy się pokąpać grając w frisbie, ale weszliśmy tylko po kolana, bo woda wciąż zamulona. Zjeżdżają się ludzie - chatka obok nas kosztuje dzisiaj już 1200 Rs! Co nie przeszkodziło Mistrzowi Maciusiowi stargować naszej ceny do 500 Rs. Kolejna szóstka z ...

Z dziennika Maka

Goa, 29/11/04

indian-taxi-receipt

Do naszego raju dojechaliśmy już bardzo późno. Za 170 Rupii taksówkarz wyrzucił nas w dzikim świecie palm i ciemnych ścieżek. Pełni nadziei, jak i obaw, ruszyliśmy w głąb nieznanego. W jedną stronę i z powrotem, drugą i to samo trzecią i chyba nie muszę pisać, co dalej. W końcu dotarliśmy do Garden Cottage. Niestety, zamiast ...

Colva, 30/11/04

colva-williams-hotel

Zjadłem dzisiaj Indian breakfast. Paćka curry z ziemniakami, groszkiem i odrobiną kalafiora (kalafior jest tu dość popularny, no patrzcie, i nawet wygląda jak w Polsce). Jakoś nie opisałem całego dnia, powrócę do tego chyba później. Jeśli jestem już przy kulinariach, to muszę przyznać, że właśnie miałem niebo w ustach (tak chyba ładniej brzmi). Specjał nazywa się ...

Colva, 1/12/04

colva-sunset

W nocy dopadł niestety Kasię pierwszy atak choroby indyjskiej. Może za dużo zjedliśmy wczoraj miejscowych specjałów, może to ten lód w drinku, może w końcu to po prostu nieuniknione. W planach mieliśmy dzisiaj zwiedzanie dużego cotygodniowego marketu w Anjunie, ale zrewidowaliśmy nasze plany. Zostaniemy tutaj jeszcze dwa dni i przygotujemy się do dalszej podróży. Zobaczyłem ...

Colva, 2/12/04

colva-cd-shop

Dzisiejszy dzień tak jak i wczorajszy płynie nam w bardzo rozleniwiającym tempie. Rano zjedliśmy śniadanie amerykańsko-continentalne, a południe spędziliśmy na basenie. Następnie udaliśmy się na plażę, jednak dotarcie tam nie było nam dane. To znaczy dotarliśmy, ale nie zawitaliśmy. Przyczyną tego były spodnie, a raczej dziura w nich. Poszliśmy więc na zakupy. Spodenki, czapka, otwarte ...

colva-indian-bus

No i udało się, mamy chatkę, chatkę na plaży. Cudownie spartańskie warunki, dźwięk fal i sielankowa atmosfera. Jednak dzisiaj nie cały czas było tak sielankowo. Zaczęło się iście folklorowo, ponieważ wzięliśmy autobus z Colvy do środkowego centrum regionu, Margao. Autobus nie ma dokładnie ustalonego czasu odjazdu, więc posiedzieliśmy trochę i ruszyliśmy. Fakt, że autobus ruszył, ...

Palolem, 4/12/04

palolem-beach-restaurant

3-4/12/04 Zimno. Zimno. Nałożę buty i polar, zimno, zimno, przytulę się do Kasi. Zimno brr. Jutro kupimy koce, bardzo ciepłe koce. 4/12/04 Jak dobrze, że już dzień i słońce świeci. Dziś cały dzień spędzimy na byczeniu się na plaży i opalaniu, popijaniu zimnych napojów i chill-relaksowaniu się. Byliśmy na długim spacerze, graliśmy w frisbie, i czujemy bardzo piekące ...

palolem-fruit-seller

Naród indyjski wykształcił w sobie naturalną zdolność do zapełniania luk w rynku i potrzebach klientów. Ponad miliard ludzi musi jakoś zarobić na chleb. A może raczej ryż i kurczaka. Dziś rano wybraliśmy się na „polowanie” na delfiny. Płynęliśmy łodzią regionalną, która napędzana była przez mały, ale silny motorek. Delfiny pojawiły się, ale bardzo ociężale. Najpierw dwa ...

Palolem, 6/12/04

palolem-panorama

Mikołajki!!! :) Tylko że mandarynek nie dostaliśmy (tylko jedną), a na słodycze nie mieliśmy ochoty, bo za ciepło było. Jak stwierdziliśmy z Kasią, ludzie przyjeżdżający do Palolem potrafią cieszyć się swoimi hobby, nawet najdziwniejszymi. Przespacerowaliśmy się na południową stronę plaży i oglądaliśmy ludzi. Większość spędzała czas dość standardowo, albo siedząc w barze i popijając drinki, albo ...

Margao, 7/12

margao-postcards

Niestety nasza przygoda z Goa kończy się nieubłaganie. Powrócimy tu taj jednak i to w wielkim stylu :) Przed nami jednak batalia o bilety, które chcemy kupić hurtem, raz a dobrze. Wcześniej rozplanowaliśmy sobie całą podróż i teraz wiemy dobrze, czego chcemy. Pierwszą potyczką, z początku wydającą się najłatwiejszą, jest ustalanie numerów i dokładnego czasu odjazdów pociągów. ...