mumbai-chatrapati-shivaji-terminal

Właśnie siedzę w pizzerii nad brzegiem morza i zastanawiam się nad formą owego swoistego, jedynego dziennika podróży. Wybraliśmy cywilizowaną kuchnię w obawie przed zbyt szybkim atakiem azjatyckiego szoku. Jestem tu od paru ładnych godzin, a wydarzyło się tyle... że aż ciężko spamiętać. Mumbai szokuje, odstrasza. Mam nadzieję, że zachęci nas do dalszego zwiedzania. Żeby jednak dojść ...

mumbai-train-station

Nowy dzień przywitał nas dźwiękiem bębenków, dzwonków i cymbałek. Ti du di da, Ti du di da, Ti du di da… wczoraj wieczorem Hindusi zakończyli takimi samymi modło-śpiewami. Jak rzekłoby się, w pruskim zegarku. Pociag do raju, 29/11 W końcu jedziemy pociągiem na Goa. Podróż planowo trwać ma 9,5 godziny. Kupiliśmy bilety klasy sleeper, co oznacza, że ...

Goa, 29/11/04

indian-taxi-receipt

Do naszego raju dojechaliśmy już bardzo późno. Za 170 Rupii taksówkarz wyrzucił nas w dzikim świecie palm i ciemnych ścieżek. Pełni nadziei, jak i obaw, ruszyliśmy w głąb nieznanego. W jedną stronę i z powrotem, drugą i to samo trzecią i chyba nie muszę pisać, co dalej. W końcu dotarliśmy do Garden Cottage. Niestety, zamiast ...

Colva, 30/11/04

colva-williams-hotel

Zjadłem dzisiaj Indian breakfast. Paćka curry z ziemniakami, groszkiem i odrobiną kalafiora (kalafior jest tu dość popularny, no patrzcie, i nawet wygląda jak w Polsce). Jakoś nie opisałem całego dnia, powrócę do tego chyba później. Jeśli jestem już przy kulinariach, to muszę przyznać, że właśnie miałem niebo w ustach (tak chyba ładniej brzmi). Specjał nazywa się ...

Colva, 1/12/04

colva-sunset

W nocy dopadł niestety Kasię pierwszy atak choroby indyjskiej. Może za dużo zjedliśmy wczoraj miejscowych specjałów, może to ten lód w drinku, może w końcu to po prostu nieuniknione. W planach mieliśmy dzisiaj zwiedzanie dużego cotygodniowego marketu w Anjunie, ale zrewidowaliśmy nasze plany. Zostaniemy tutaj jeszcze dwa dni i przygotujemy się do dalszej podróży. Zobaczyłem ...

Colva, 2/12/04

colva-cd-shop

Dzisiejszy dzień tak jak i wczorajszy płynie nam w bardzo rozleniwiającym tempie. Rano zjedliśmy śniadanie amerykańsko-continentalne, a południe spędziliśmy na basenie. Następnie udaliśmy się na plażę, jednak dotarcie tam nie było nam dane. To znaczy dotarliśmy, ale nie zawitaliśmy. Przyczyną tego były spodnie, a raczej dziura w nich. Poszliśmy więc na zakupy. Spodenki, czapka, otwarte ...

colva-indian-bus

No i udało się, mamy chatkę, chatkę na plaży. Cudownie spartańskie warunki, dźwięk fal i sielankowa atmosfera. Jednak dzisiaj nie cały czas było tak sielankowo. Zaczęło się iście folklorowo, ponieważ wzięliśmy autobus z Colvy do środkowego centrum regionu, Margao. Autobus nie ma dokładnie ustalonego czasu odjazdu, więc posiedzieliśmy trochę i ruszyliśmy. Fakt, że autobus ruszył, ...

Palolem, 4/12/04

palolem-beach-restaurant

3-4/12/04 Zimno. Zimno. Nałożę buty i polar, zimno, zimno, przytulę się do Kasi. Zimno brr. Jutro kupimy koce, bardzo ciepłe koce. 4/12/04 Jak dobrze, że już dzień i słońce świeci. Dziś cały dzień spędzimy na byczeniu się na plaży i opalaniu, popijaniu zimnych napojów i chill-relaksowaniu się. Byliśmy na długim spacerze, graliśmy w frisbie, i czujemy bardzo piekące ...

palolem-fruit-seller

Naród indyjski wykształcił w sobie naturalną zdolność do zapełniania luk w rynku i potrzebach klientów. Ponad miliard ludzi musi jakoś zarobić na chleb. A może raczej ryż i kurczaka. Dziś rano wybraliśmy się na „polowanie” na delfiny. Płynęliśmy łodzią regionalną, która napędzana była przez mały, ale silny motorek. Delfiny pojawiły się, ale bardzo ociężale. Najpierw dwa ...

Palolem, 6/12/04

palolem-panorama

Mikołajki!!! :) Tylko że mandarynek nie dostaliśmy (tylko jedną), a na słodycze nie mieliśmy ochoty, bo za ciepło było. Jak stwierdziliśmy z Kasią, ludzie przyjeżdżający do Palolem potrafią cieszyć się swoimi hobby, nawet najdziwniejszymi. Przespacerowaliśmy się na południową stronę plaży i oglądaliśmy ludzi. Większość spędzała czas dość standardowo, albo siedząc w barze i popijając drinki, albo ...